Rodzina ze zdolnością do zapominania.
Rodzina Józefa K. była dziwną rodziną. Wszyscy splątani ze sobą w nieprzeniknioną konfigurację niuansów pozostawali w bliskiej relacji mimo waśni i sporów. Spotykali się często przy wspólnym stole, by modlić się i odprawiać rytuały należne świętym dniom. Jednocześnie zaś przy tym zacnym meblu toczyły się formalne i podskórne rozgrywki mające na celu udowodnienie wyższości intelektualnej atakującego. Informacja o śmierci Józefa K. najbardziej dotknęła seniorów rodziny. Wstrząśnięci przede wszystkim tym, że była ona tak nagła długo nie mogli pogodzić się z faktem, że w ogóle nastąpiła. Wciąż wysyłali mu zaproszenia na kolacje, na które nie mógł już przyjść. Pisali do niego wiadomości, na które nie mógł już odpisać. Oboje niezłomnie, nieprzerwanie czekali. To akurat wychodziło im zawsze bardzo dobrze. Dodatkowe nakrycie na stole każdego piątku było bardzo wymowne. Córki ich głośno opłakiwały jego stratę obiecując pamiętać go zawsze. Synowie ich pogrążeni w myślach i smutku milczeli.
Po kilku miesiącach nikt już o Józefie K. nie pamiętał. Nikt już o nim nie mówił. Anegdoty z jego udziałem stały się dziwnie niespójne i delikatnie przemilczane. Był martwy, o takich źle się nie mówi. Oni nie mówili w ogóle.
No comments yet.